<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Miaam gryp> 
<author_1=>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=1>
<date=1951-01-28>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
poniedziaek. Dosta kataru akurat w pierwszy dzie wymarzonych dwutygodniowych wczasw zimowych, to prawdziwy pech. Pociesza mnie tylko, e wszyscy s tacy troskliwi. Telefonowao osiem osb z zapytaniem, jak si czuj. Z. K. i F. G. przyszy i zajy si mn, jak crk. Z. K. przestrzega mnie przed uywaniem lekarstw, bo przede wszystkim trzeba pozwoli dziaa naturze. F. G. przyniosa mi pierzynk, bo grunt ciepo si nakrywa. T. T. obiecaa poyczy mi koszul nocn w kwiatki, na wypadek, gdyby L. zdecydowa si mnie odwiedzi. Paulinka nie przysza, bo take, biedaczka, zapada na gryp. Podobno prosia, by nikt ze znajomych do niej nie zaglda, bo rzekomo ma wystarczajc domow opiek. Twierdzi, e takie wizyty sprzyjaj szerzeniu si epidemii. Dziwaczka.
wtorek. Mam chrypk i rzenie. Wszyscy mwi, e to normalne i e oni te to mieli przy grypie. C. K. przyniosa mi piguki, ktrych uywa od 15 lat i wietnie jej robi. Poczciwa! C. S. wpada tylko na chwil, ale zostaa, bo tak jak ona umie natrze plecy terpentyn, to nikt. Potem ubraa mnie we flanelowy kaftanik, ale kaftanik musiaam zaraz zdj, bo rzeczywicie przyszed L., a nie mogam go przyj w kaftaniku, trudno. Doradzi mi, ebym sobie nic nie robia z kataru, bo jak sobie czowiek powie, e jest zdrw, to bdzie zdrw i kropka. Najwaniejsze jest psychiczne nastawienie. U Paulinki podobno by doktor K. z Ubezpieczalni, i co? Zapisa jej proszki, krople do nosa, co tam zaleci i poszed, bo mia jeszcze mnstwo wizyt na miecie. Nawet jej nie wypyta dokadnie, gdzie moga si zarazi. </support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>